Odeszła, tak po prostu. Zostawiaj mnie i nasza miłość...mianowicie nasz dziecko. Dlaczego ona to zrobiła? Co zrobiłem źle? Bylem dla niej za mało dobry? Za mało pokazywałem jej, ze jest moim oczkiem w głowie? - wiele pytań tego dnia chodziło po mojej głowie. Emma - nasze dziecko własnie śpi. Jest pogłębiona w krainie snu, gdzie wszystko jest dobrze...nie ma problemow i zawsze jest jakieś szczęśliwe zakończenie. Najbardziej boli mnie myśl, ze ona, mój skarb, moja miłość przepieprzyła 5 lat związku w jedna chwile. Poszła, bez żadnego słowa, bez wyjaśnienia. Tylko dlaczego? - znowu jedne i te same myśli wchodziły mi do głowy. Moje rozmyślenia przerwała Emma wpadając w płacz.
-Cii, kochanie tatuś już jest. - wyciągnąłem małą z łóżeczka na ręce i zacząłem lekko kołysać. Była tak cholernie do niej podobna. Miała po niej usta i oczy, oraz prześliczne dołeczki które pokazywała za każdym kiedy się uśmiechała. Strasznie mi ja przypomina...w każdym calu.
-proszę! - krzyknąłem gdy usłyszałem pukanie do drzwi.
- Cześć Liam! Emma, ślicznotko jaka ty już duża! - obsypywał komplementami moja córkę najlepszy pod słońcem wujek Niall.
- Cześć Niall - powiedziałem bez żadnego zainteresowania jego osoba w moim domu.
- milo... - wybełkotał pod nosem
- przepraszam, po prostu mam już dość, Emma tak cholernie mi ja przypomina, ze zaraz się rozplącze! - powiedziałem odkładając mała do łóżeczka, po czym skierowałem się do kuchni razem z blondynem.
- nie ma sprawy, rozumiem Cie. A co do tego, ze cholernie Ci ja przypomina, to się zgodzę...jest strasznie podobna, ma jej oczy.
-najpiękniejsze pod słońcem oczy...-dodałem, wlewając wodę do kubków.
-Liam...wszystko okej? - spytał gdy usiadłem do stołu.
- tak..znaczy nie! Niall co ja zrobiłem źle? -spytałem patrząc na jego reakcje.
- to nie twoja wina Liam..
- jak nie moja to kogo? Przecież miała powód do odejścia, tylko nie wiem jaki...
-Liam, jeżeli jej nie zdradziłeś oni nie skrzywdziłeś to nie miała. To nie jest twoja wina... -powtórzył
- to dlaczego to zrobiła?
- Liam...chyba najlepszy czas na powiedzenie ci prawdy. - powiedział a ja patrzyłem na niego ze zdziwieniem. - miała raka..ma dalej. - przymknąłem oczy by nie płakać, na marne.
- dla-dlaczego mi o tym nie powiedziałeś?! -uniosłem się wstając od stołu.
- Liam cicho obudzisz Emme, usiać.
- nie! Nie usiądę! Moja zona i matka mojego dziecka leży w szpitalu i ma raka i może za chwile umrzeć a ty mówisz mi o tym dopiero teraz?!
- rozumiesz ze ona nie chciała, żebyś widział ja w takim stanie!
- ona zawsze będzie piękna! Nie ważne w jakim będzie stanie! Może być chora, poobijana, cala na zielono i tak nadal będzie kobieta moich marzeń! Powinienem siedzieć teraz z nią w tym cholernym szpitalu i trzymać za rękę mówić ze wszystko będzie dobrze, ale nie! Bo nikt łaskawie nie postanowił mnie poinformować! - krzyczałem. Moimi krzykami obudziłem córkę.
- albo się zamkniesz albo dostaniesz w pysk! -powiedział nagle Niall, a ja poczułem sie zmieszany. - ubieraj małą i jedziemy do tego cholernego szpitala! (T.I) ma teraz operacje. - poczułem jak moje ciśnienie skacze do tysiąca.
- alle... - wybełkotałem, mając wrażenie, ze mogę stracić już ją na zawsze.
- rób co mowie! - bez zastanowienia ubrałem Emme, zasyciłem na siebie moją czarną bluze z nike i ruszyliśmy do samochodu chłopaka.
- powiedz ze ona będzie żyć...- posiedziałem patrząc w okna, z obawa ze stracę cały swój świat.
- Będzie. I będziecie znowu szczęśliwą rodzina.
Nie odezwałem się. Balem sie, dobra? Balem się ze nie będę mógł więcej razy przytulic ją i zasypiać u jej boku. Znosiłem to od miesiąca i mam już dość.
- jesteśmy - powiedział blondyn, gasząc samochód. Miałem ochotę odpowiedzieć mu coś chamskiego, ale po namyśle powstrzymałem się.
- już jesteśmy kochanie - powiedziałem obracając się do mojej córki. Mała nie umiała jeszcze mówić bo miała zaledwie pól roku, ale wiele rozumiała.
- Niall...
- no?
- a co jeśli...- nie dal m dokończyć.
- zamknij się! Ona przeżyje rozumiesz? - pokiwałem tylko głowa.
- no to idziemy - oznajmił chłopak. Weszliśmy do szarego pomieszczenia gdzie znajdowali się sami chorzy ludzie. Zawsze było mi ich szkoda, ale teraz wiem jak to jest na prawdę, co czuja ich rodziny. Wytrwale szukaliśmy sali gdzie operowali moja (T.I), aż w końcu znaleźliśmy. Sala nr 19. Białe drzwi, w środku lekarz pielęgniarki a na stole operacyjnym moja zona. Ahh jak to brzmi. Siedzieliśmy przed sala jakieś 2 godziny, w tym czasie Niall bawił się z Emmą, zęby się nie nudziła. Po długo oczekiwanej chwili w końcu wyszedł lekarz, zerwałem się z krzesła jak poparzony.
- Panie doktorze...- zacząłem, lecz przerwał mi nie kto inny jak Niall! Oj chłopie za dostaniesz dziś w twarz!
- ja pogadam z panem doktorem ty zajmij się dzieckiem. - i oddal mi w ręce moje dziecko. Rozmawiali 15 minut a to 15 minut przeciągało się w nieskończoność. Nagle zobaczyłem Nialla kierującego się w moja stronę, ze smutkiem namalowanym na twarzy.
- i co? - zapytałem z obawa o najgorsze.
- przykro mi...umarła... - powiedział
- Co?! Jak ?! Ale?! Przecież ?! Obiecałeś mi do cholery Niall!
- hahahahah prima aprilis Liam! - nagle na korytarzu pojawiła się uśmiechnięta (t.i) w miętowej sukience przed kolano, czarnej torebce, żakiecie oraz butami w tym samym kolorze.
Oddałem Emme w ręce Nialla i podbiegłem do mojej zony, mocno ją przytuliłem.
- nigdy wiecej....- powiedziałem zaciągając sie jej zapachem.
- prima aprilis kotek! - zaśmiała się. A ja dopiero w tedy przypomniałem sobie ze dziś jest 1 kwietnia.
